Szóstego dnia, po spożyciu zwyczajowej porcji omletu i przepłukaniu gardła solidnym łykiem gorącego ginu, opuściliśmy gościnną masajską ziemię kierując się w stronę centralnej Kenii.
To miał być dzień bez przygód. Zwyczajny, techniczny przejazd do kolejnego parku narodowego - Lake Nakuru.
Wówczas nie wiedziałem jeszcze, że tylko piętnaście procent dróg w tym kraju pokryte jest asfaltem. A porę, by nie gnić od deszczu, wybraliśmy suchą.
Jeśli gdzieś tam leży asfalt, to dlatego, że... [ więcej ]
Na skraju Serengeti i rezerwatu Masai Mara płynie rzeka - Mara River. Przez nią to właśnie od czasu do czasu przeprawiają się setki i tysiące zwierząt w poszukiwaniu lepszej trawy i lepszej pory roku.
Przeszliśmy wzdłuż brzegu około kilometra, ale że szliśmy przez chaszcze, to tym razem towarzyszył nam Strażnik Parku z karabinem niekoniecznie gotowym do strzału. W końcu co "pole" to "pole". Zwłaszcza, że była to popołudniowa pora i słońce waliło już w mózg niemiłosiernie. Komu więc w takic... [ więcej ]
Jazda po Serengeti zapierała dech w piersiach. Wzbudzała z ziemi tumany kurzu, którego po paru godzinach podskakiwania na wertepach można było mieć po dziurki w nosie.
Na lunch zatrzymaliśmy się jednak w sielsko-anielskim miejscu. Pod jedynym na sawannie drzewem w promieniu jak okiem sięgnąć.
Pan kucharz zaopatrzył nas w pieczone udko z kurczaka, banany, pomarańczowy soczek, tostowe pieczywo i jajko. Jajko na twardo. Do tego woda, którą każdy woził ze sobą w ilości co najmniej jednej zgrzewki. Wo... [ więcej ]
W wiosce Masajów był sklep z pamiątkami. Wyroby masajskie przez cały rok w promocji. Na tyłach glinianych domków stało sobie kilka straganów, a na nich leżały paciorki, wisiorki, bransoletki, maski i inne przedmioty miejscowej cepelii. Wszystko kolorowe i tanie. Albo drogie. Warunek przy kupnie był jeden. Należało zbijać cenę. Na maksa.
I tak na przykład wpadła nam w oko jakaś maska. Murzyńska. Ładna choć niekoniecznie piękna. Targ wyglądał następująco:
-Łot is de prajs? - zapytywałem w mie... [ więcej ]
Hiena już była - jako pierwsza. Leżała pod krzakiem tuż za bramą do rezerwatu. Potem trafiły się zebry, a wkrótce i bawoły. Wielkie stado bawołów. Dzika wersja krowy, która przez całe swoje afrykańskie życie przeżuwa trawę. Gdyby chociaż ją zapaliła, to może miałaby jakieś fajne odloty. A tak...
Ale może to i dobrze, bo i tak bawoły to najbardziej niebezpieczne zwierzęta w Afryce...! Są kompletnie nieobliczalne. Byle motylek, byle turysta, byle polityk, a nawet byle co może to zwierzę tak zd... [ więcej ]
Taka hiena to jednak nie byle co. Te kociaki mają najsilniejsze szczęki pośród ssaków. Kruszą nimi nawet bardzo grube kości, które dostarczają im pożywnego szpiku. Zresztą wystarczy spojrzeć na ten wredny pysk, żeby zauważyć, iż jest w stanie rozkoszować się najgorszym świństwem.
A potem się zaczęło: zebry, pawiany...
... antylopy, sępy, marabuty i dziesięcioosobowe stado żyraf.
Wyglądały cudownie, uroczo i dostojnie.
W końcu dorwaliśmy w gęstym buszu lwicę z małymi lwiąt... [ więcej ] 
Ostatnie komentarze
~Johhny, 12:34 , 2012-02-15
Nie skorzystać z takiej okazji to grzech! ...
~Chris, 8:00 , 2012-01-28
Byłem w tych rejonach nie raz i stwierdzam: ten pokój to faktycznie full wypas! ...
~Andrzej, 12:41 , 2011-12-04
Droga na Kilimanjaro tego dnia wiodła przez Lake Baringo... ...
~Zdobywca Kili, 12:22 , 2011-10-02
Ostatnio szukane
Losowe zdjęcia