Hiena już była - jako pierwsza. Leżała pod krzakiem tuż za bramą do rezerwatu. Potem trafiły się zebry, a wkrótce i bawoły. Wielkie stado bawołów. Dzika wersja krowy, która przez całe swoje afrykańskie życie przeżuwa trawę. Gdyby chociaż ją zapaliła, to może miałaby jakieś fajne odloty. A tak...
Ale może to i dobrze, bo i tak bawoły to najbardziej niebezpieczne zwierzęta w Afryce...! Są kompletnie nieobliczalne. Byle motylek, byle turysta, byle polityk, a nawet byle co może to zwierzę tak zdenerwować, że bez zastanowienia przypuści atak na turystycznego busa. To zupełnie tak jak Masaj na widok aparatu fotograficznego wymierzonego w jego stronę. No ale być może to u nich rodzinne.
Bawoły na szczęście nie drgnęły, ale może to dzięki temu, że pasły się co najmniej o kilkadziesiąt metrów dalej i akurat tego dnia nie miały ochoty się irytować. A można było, bo upał sięgał trzydziestu paru stopni w cieniu, a cienia nie było, bo krzaki i drzewa rosły tylko tu i ówdzie, jakby od niechcenia. Sawanna. No i to słońce, które tam paliło z zenitu.

Żyraf było dziesięć. No..., może jedenaście. Zresztą co chwilę jakaś długa szyja wysuwała się zza drzew patrząc znudzonym wzrokiem w naszą stronę.
-Kogo nam tu tym razem przywieźli - myślała sobie żyrafa. -Aaa, to znów ludzkie mięso... Białe mięso.
Najwięcej białego mięsa przyjeżdżało z USA. Amerykanie byli tu, tam, a nawet wszędzie. A najgorsze było to, że nie potrafili się targować. Bo w Kenii TRZEBA się targować. Inaczej psuje się rynek. Wolny czarny rynek. Oni psuli.
Galeria fotografii
Sawanna Serengeti Plains.
Serengeti Plains.
Kenia. Równiny Serengeti.
Żyrafy w Serengeti Plains. Kenia.
Komentarze (0)
Jeszcze nie skomentowano tego wpisu