Na skraju Serengeti i rezerwatu Masai Mara płynie rzeka - Mara River. Przez nią to właśnie od czasu do czasu przeprawiają się setki i tysiące zwierząt w poszukiwaniu lepszej trawy i lepszej pory roku.

Przeszliśmy wzdłuż brzegu około kilometra, ale że szliśmy przez chaszcze, to tym razem towarzyszył nam Strażnik Parku z karabinem niekoniecznie gotowym do strzału. W końcu co "pole" to "pole". Zwłaszcza, że była to popołudniowa pora i słońce waliło już w mózg niemiłosiernie. Komu więc w takich warunkach chciałoby się na kogoś napadać.

W rzecznym błocku taplały się hipopotamy, a obok nich pasł się samotny bocian o pomarańczowym dziobie. Te z pomarańczowymi dziobami na wakacje odlatują do Niemiec.
Afrykańskimi bezdrożami dotarliśmy o zmierzchu do obozu. Namioty stały na swoim miejscu i żaden z nich nie był przez pawiany naruszony. Może dlatego, że pośrodku obozowiska siedziało trzech Masajów i pilnowało spokoju tego terytorium. Pawiany snuły się tu i ówdzie ale nie miały odwagi by coś ukraść, co bywa ich częstą przypadłością.
Noc upłynęła spokojnie. Małpy kłóciły się o gałęzie - co za wiejskie podejście, hieny wyły głośniej od lwów a lwy od hien głośniej ryczały. Przy ognisku siedział do świtu samotny Pan Masaj i z regularnością metronomu walił drewnianą pałką w garnek. To po to, by odstraszyć dzikie zwierzęta, które mogłyby zakłócić nasz sen...
Ale w końcu nie przyjechałem tam by spać, tylko chłonąć Afrykę wszystkimi zmysłami.
Galeria fotografii
Masai river, Kenia
Hipopotamy w Masai River, Kenia
Strażnik Teksasu nad Masai River, Kenia
Masai river, Kenia
Masai river, Kenia
Hipopotamy w Masai River, Kenia
Hipopotamy w Masai River, Kenia
Bocian, który lata Lufthansą
Komentarze (0)
Jeszcze nie skomentowano tego wpisu