Kenia - Nairobi - Hotel przy parku

Dodany dnia 2010-09-20 przez Andrzej

Czarnoskóry komar święcąc białkami swoich wielkich murzyńskich oczu zawisł nad moim nosem. -Jambo my friend - rzekł do mnie na powitanie, po czym zaczął powoli acz systematycznie opuszczać się coraz niżej. Wyglądało na to, że ma ochotę usiąść na mojej twarzy. Wielki czarny komar podchodził do lądowania.



Bzyczenie i huk silników lądującej maszyny narastało. Zacząłem odganiać go ręką ale on zręcznie unikał moich ciosów. W tym momencie stewardessa poinformowała, by zapiąć pasy z powodu silnych turbulencji. Mocne podmuchy wiatru rzucały owadem, ale ten umiejętnie utrzymywał się nade mną.



W końcu rzuciłem wszystko na jedną szalę. Wstrzymałem oddech, poczekałem chwilę aż komar przygotuje się do ostatecznego uderzenia i zaatakowałem, gdy huk wywołany przez jego skrzydła osiągnął apogeum.



... Obudziłem się wplątany w moskitierę. Zza okna docierał huk pompy zapewniającej dopływ wody do łazienek na wyższych kondygnacjach. Miałem wrażenie, że pompa stała tuż za oknem. Bo tak właśnie stała.



Dłuższą chwilę zajęło mi oswobodzenie się z firanki przeciw moskitom. W końcu wstałem, sięgnąłem do plecaka i wyjąłem z niej spray broniący przed czarnoskórymi komarami. Na powrót rozwiesiłem nad łóżkiem moskitierę i spryskałem ją repelentem. Wsunąłem się pod moskitierę i (chyba) zasnąłem...



Na śniadanie w hotelowym barze skrzyżowanym z restauracją i stołówką pracowniczą podano omlet. Nigdy wcześniej nie jadłem placka z jajek, a tu podano mi go na dzień dobry. Do tego na stole pojawił się dżem, tostowy chleb, masło i świeże owoce - banan (taki malutki) oraz mango. I bądź tu mądry i teraz to jedz...



Przecież nie poleca się jedzenia świeżych owoców w tropikalnym kraju - obca flora bakteryjna to raz a zarazki z jakimś choróbskiem to dwa. Tego ranka postanowiłem więc, że najpierw poobserwuję i zbadam teren a dopiero potem zacznę eksperymentować. Zająłem się więc dżemem i tostami. Z drinków pojawiła się herbata but black tea, no milk, please. Zamówienie czarnej herbaty bez akcentu, że bez mleka spowoduje, że kelnerka przyniesie black tea od razu zalaną mlekiem.



A tak po prawdzie moje śniadanie zaczęło się od solidnego łyka amsterdamskiego ginu. Bez toniku! Tak zalecił lekarz - ale nie gastrolog tylko ortopeda, po swoich indyjskich doświadczeniach. Zacząć dzień od dawki mocnego alkoholu - przed śniadaniem, przed umyciem zębów, przed włożeniem czegokolwiek do ust. To zacząłem. A gdy przełknąłem zaleconą dawkę alkoholu poczułem się nagle jak kaczor Duffy po spożyciu butelki sosu Tabasco!



Uratowała mnie butelka wody mineralnej przywieziona jeszcze z Polski. Gin bez toniku to pożar, drgawki i wstrząsy tektoniczne. To eksperyment na żywym organizmie. Trzymałem się jednak myśli, że to dla zdrowotności...



Wszystko w końcu było jeszcze przede mną. I Serengeti i Masai Mara i Baringo, Ngorongoro, Kilimanjaro, Zanzibar i parę rzeczy, o których jeszcze nie miałem pojęcia.

Andrzej, 12:58:26 , 2010-09-20

Napisz do mnie, jeśli masz jakieś pytania :)

Adres tego miejsca: Nairobi, Parkside Hotel

Galeria fotografii

Kenia-Postój TAXI w centrum Nairobi.

Postój TAXI w centrum Nairobi.

Kenia-

Kenia-

Komentarze (1) Skomentuj ten wpis

Nick:

Dnia 2010-09-22 ( 14:56:27 ) Podróżnik50 napisał:

Podoba mi się ta opcja z ginem. Wprawdzie z tonikiem smakuje lepiej, ale skoro nie ma toniku to nie znaczy jeszcze, że należy zrezygnować z ginu. Zwłaszcza w tak pięknych okolicznościach przyrody...