W krzakach coś zaszeleściło, wydało cichy pomruk, po czym oczy zgasły. Znikły z pola widzenia. Doszedłem do wniosku, że to dobry pomysł tak zniknąć i uczyniłem to samo. Namiot od razu wydał się o wiele bardziej komfortowy niż zdawał się być wcześniej. I tak noc minęła skoro świt.
Przy śniadaniu, przyrządzonym przez naszego kucharza, towarzyszyły nam małpiatki.
Z radością częstowały się skórkami po mango, którymi to owocami my karmiliśmy się na śniadanie.

Noc była chłodna, bo spaliśmy na wysokości około 1700 metrów nad poziomem morza, ale słońce szybko zaczynało podgrzewać powietrze i temperatura gwałtownie rosła.
Ruszyliśmy w stronę bramy do rezerwatu Masai Mara. Tuż za nią po raz pierwszy stanęliśmy gwałtownie na widok zwierzyny. Naostrzyliśmy nasze obiektywy i ustrzeliliśmy leżącą tuż przy drodze hienę. Może to ta straszyła mnie nocą...

Mimo, że dzieliło nas tylko kilka metrów to hiena nie ruszyła się nawet o milimetr. Leżała pod jedynym krzakiem w promieniu kilkudziesięciu metrów i kompletnie miała nas gdzieś...
Galeria fotografii
Komentarze (0)
Jeszcze nie skomentowano tego wpisu