Kenia - Naivasha - Hell's Gate

Dodany dnia 2010-09-22 przez Andrzej

Dzień trzeci rozpoczął się od śniadania z omletem... poprzedzonym jednak dużym łykiem ginu o mocy wstrząsów tektonicznych. Poprzedniego dnia podjęliśmy decyzję, że uciekamy z miasta o dobę szybciej niż mieliśmy to w planie. Nie kręcił nas nawet dom Karen Blixen - to wprawdzie już sporo poza Nairobi, ale uznaliśmy, że nie będziemy zaczynać powitania z Afryką od jej "Pożegnania..." Tak więc mieliśmy w końcu poznać nieznane. Nasz pilot - Krzysiek, zwany Chrisem, zakochany po uszy (tylko tak można wytłumaczyć jego wybór, bo jak wiadomo miłość nie wybiera) w koleżance, która właśnie zdobywała Aconcaguę zaproponował byśmy ruszyli w stronę Naivashy, do parku narodowego Hell's Gate...

Wsiedliśmy więc w terenowego busa. Mimo tego, iż znaleźliśmy się w sercu czarnego lądu nie należało się tu spodziewać Asfaltowej Dżungli - z naciskiem na brak asfaltu... Ten bowiem skończył się już jakieś trzydzieści kilometrów za Nairobi i zjazd z głównej drogi prowadzącej na północ kraju okazał się być polnym traktem, po którym jednak pojazdy poruszały się z prędkością 60 km/h.

Mówiąc szczerze nie miałem jeszcze pojęcia co to może znaczyć, bowiem tego dnia było akurat pochmurno i tu i ówdzie siąpił deszczyk... W każdym razie po godzinie jazdy bitym traktem dotarliśmy do bramy Hell's Gate, gdzie naszą wizytę ropoczęliśmy od krótkiego relaksu...

Kenia-Naivasha-Hell

Wewnątrz parku, który przypominał rozległą kotlinę otoczoną wałem wzgórz chodziły sobie po łące zebry, antylopy, guźce i perliczki. Pozorny spokój to była zmyłka. Gdzieś w trawie, zlany z otoczeniem mógł paść się jakiś lew, a może nawet dwa... I w każdej chwili mógł chcieć poznać smak polskiego mięsa... Dlatego też poznaliśmy zasady współpracy na lini turysta - lew.

Po pierwsze: żadnego wychodzenia z auta.

Po drugie: żadnego otwierania okien w samochodzie.

Po trzecie: jeśli już, to wyjście z auta tylko na bardzo rozległej przestrzeni, tak aby można było zauważyć zbliżające się niebezpieczeństwo... I przez cały czas oczu dookoła głowy.

Kenia-Naivasha-Hell



Dwie amerykańskie rodziny wybrały się samotnie (bez czarnego przewodnika), co w zasadzie nie powinno mieć miejsca, na safari po jednym z parków. Mieli duuużo szmalu, więc wypożyczyli sobie dwie nowe terenówki w wersji full wypas z siedzeniami ze skóry. Jadąc przez park zatrzymali się przy stadku pawianów. Małpy z gołymi tyłkami - cóż za wdzięczny widok - aparaty zaczęły strzelać. Przez otwarte okna w samochodzie...

W pewnym momencie jedna z małp wskoczyła do środka.

Andrzej, 14:54:22 , 2010-09-22

Napisz do mnie, jeśli masz jakieś pytania :)

Adres tego miejsca: Naivasha, Hell's Gate

Galeria fotografii

Kenia-Chwila relaksu w parkowej toalecie.

Chwila relaksu w parkowej toalecie.

Kenia-Hell's Gate.

Hell's Gate.

Kenia-Antylopy biegające luzem.

Antylopy biegające luzem.

Kenia-Easy Zebra.

Easy Zebra.

Kenia-Droga przez Hell's Gate.

Droga przez Hell's Gate.

Kenia-Droga przez Hell's Gate.

Droga przez Hell's Gate.

Kenia-Zebra mama i zebra dzidziuś.

Zebra mama i zebra dzidziuś.

Kenia-Masaj na rowerze. Że też się nie bał, że nagle z krzaków wyskoczy lew...

Masaj na rowerze. Że też się nie bał, że nagle z krzaków wyskoczy lew...

Komentarze (1) Skomentuj ten wpis

Nick:

Dnia 2010-10-07 ( 09:25:19 ) Roberto napisał:

Podoba mi się ten wychodek. Ma klimacik. Jak byłem w Etiopii... tam to dopiero były kibelki...