Przed wieczorem dotarliśmy na camp site. Była to polana otoczona gęstymi drzewami. Rozbiliśmy namioty, które wieźliśmy ze sobą - prócz paru opakowań jajek i wody - z Nairobi. Czarnoskóry zajął się przyrządzaniem kolacji, a my ustawianiem chińskich dwójek i zwiedzaniem toalet i pryszniców.
Przede wszystkim jednak próbowaliśmy odnaleźć się w nowej sytuacji, która po zmierzchu miała wyglądać mniej więcej tak: stado pawianów między namiotami i na drzewach, hieny w krzakach oraz lwy w odległości dwustu metrów. Luzik.
Ogólnie rzecz biorąc namiot uwierał.
Noc - pierwsza od lat - spędzona na obozowisku nie mogła upłynąć komfortowo. Pawiany kłóciły się o dostęp do najbardziej atrakcyjnych gałęzi, hieny wyły w pobliskich krzakach, a lwy ryczały z oddali przekonując, że to one są w tym grajdołku najważniejsze. Jakbym w ogóle nie opuścił kraju tylko oglądał sejmową debatę...
W środku nocy wypełzłem ze śpiwora o parametrach "komfort -5 stopni celsjusza", bo poczułem, że natura wzywa. Ale jak tu wyjść, jeśli namiot stoi w odległości trzech metrów od ściany drzew? Pawiany same w strachu wolały gnieść się w szczytach drzew, ale już hieny tylko czekały na taką okazję. Albo na zaspaną małpę albo na cokolwiek co się trafi. Tym czymś nie chciałem być ja.
Założyłem na głowę czołówkę i ostrożnie wyjrzałem na zewnątrz. Pośrodku polany dogasało palenisko, przy którym siedział, drzemał, a może spał pan Masaj. Teoretycznie pilnował domowego ogniska... Zamieniłem się w słuch ale prócz paru dzikich małpich odgłosów nie wychwyciłem niczego niepokojącego. Odważnie więc wyszedłem przed namiot i szybko doszedłem do wniosku, iż nie ma aż takiej potrzeby, by dalej testować moją odwagę. Postanowiłem więc nie przedzierać się przez polanę do czegoś co imitowało toaletę, a stało o pięćdziesiąt metrów dalej, tylko wybrałem miejsce w połowie drogi między namiotem a ogniskiem. Droga ewakuacyjna była pod ręką.
W pewnym momencie przejechałem światłem czołówki po ścianie drzew. Tuż przy ziemi zabłysła para ogromnych oczu...
Galeria fotografii
Zachód słońca nad rezerwatem Masai Mara.
Rozbijamy obóz.
Niektóre namioty stoją tam od lat.
Chińska dwójka.
Komentarze (0)
Jeszcze nie skomentowano tego wpisu