Dodany dnia 2012-01-27 przez Andrzej
Po romantycznej wycieczce po jeziorze Baringo wyszliśmy na ląd suchą stopą. Natychmiast obległy nas miejscowe dzieci...

Wieczór spędziliśmy na kluczeniu między domkami pobliskiej
wioski w poszukiwaniu świeżych ryb, by uaktualnić i odmienić nasze menu.
Zaczynaliśmy mieć dość posiłków, do przygotowania których używa się głównie
jajek. Kolację zjedliśmy w miejscowym pubie, czyli w budzie, do której
wstawiono kiedyś kilka stolików i bilardowy stół a bufet - jak wszędzie w
tamtym rejonie - umieszczono w małej klitce za kratami.
Kolacja upłynęła w towarzystwie świeżych ryb oraz mocnej wewnętrznej
dezynfekcji. Gdzieś koło północy przysiadł się do stolika miły murzyn i udając,
że jest zainteresowany rozmową postanowił zwędzić mi komórkę, która leżała obok
mnie na stole. No cóż, wyglądałem na człowieka bardzo "zmęczonego" i
pewnie w tym tubylec upatrywał swój sukces. Zauważyłem jednak kątem oka, jak
położył swoją zgrabną czarną dłoń na telefonie i powoli zaczął ją przesuwać w
swoją stronę. Po chwili, gdy miałem już pewność, że to nieuchronny proces
zmierzający do zmiany właściciela telefonu odwróciłem się z uśmiechem i
położyłem moją dłoń na jego dłoni. Tubylec zwolnił uchwyt, wstał i w
ekspresowym tempie zlał się z ciemnością co przyszło mu o tyle łatwo, że
właśnie miejscowa elektrownia odcięła wioskę od prądu. Uczciliśmy to kolejną
kolejką herbaty z prądem...
Elektryczność po paru minutach zaskoczyła, ale ponieważ dzień był ciężki, bo
nad Baringo doświadczyliśmy jak do tej pory poczucia największego upału pośród
wszystkich wcześniejszych dni więc z przyjemnością udałem się już tym razem do
"hotelowego" pokoju, by wziąć orzeźwiający prysznic...
Andrzej, 22:11:20 , 2012-01-27
Adres tego miejsca: Lake Baringo, Kenia