Kenia - Nanyuki - Gorąca trzydziestka

Dodany dnia 2012-02-14 przez Andrzej


Po wejściu do hotelowej recepcji od razu wpadła nam w ucho dyskotekowa muzyka. Zajrzeliśmy więc na salę. Za barem kręcił się barman. Nie było w tym zaskoczenia. Muzykę serwował didżej. I ten również zajmował typowe miejsce. To było jednak wszystko jeśli chodzi o mężczyzn. Pozostałe wnętrze wypełniały Czarne Murzyńskie Czekoladowe Dziwki... Było ich ze trzydzieści. Dziwki. Hot Thirty. 


Dyskotekowy półmrok sprawiał, że trudno było wyraźnie określić granicę, gdzie kończyła się jedna a zaczynała druga.  Najpierw jednak zaakceptowaliśmy image pokoi, w których mieliśmy spędzić noc. Standard nie odbiegał od średniej trampingowej dla Afryki. "Hotel" tuż przy wejściu nosił na sobie dumną tablicę: "Zbudowany w 1984 roku". Zapomniano tylko powiesić następną: "Nie remontowany od
czasu Wielkiego Wybuchu".  Pokoje wyróżniały się brakiem moskitiery. To rzadkość w malarycznym kraju, ale powiedzmy, że na wysokości dwóch tysięcy metrów nad poziomem morza komarów nie było. Przynajmniej nie powinno być. Nie chciało im się tak wysoko dolatywać.
 
Kolacja miała zostać podana w dyskotekowej sali. Usiedliśmy więc najpierw na patio, było ciepło, noc pod gwiazdami, blisko do
kucharza, a odrobinę dalej od czekoladowego zgiełku.  Najpierw pojawił się knajpiany kelner, który przyjął zamówienie na termos herbaty. Nie minęło nawet parę chwil, gdy przypłynęły czarujące czarem i czarną poświatą kawowe dziwki... 


Wariant z Kobietami, które zarabiają na życie prezentując czekoladowe wdzięki mieliśmy przećwiczony w Nairobi. Dlatego też teraz uwinęliśmy się błyskawicznie. To był bardzo szybki numerek.  Wiedzieliśmy, że i tak seksu nie będzie bo w tamtym rejonie świata HIV już dawno przeszedł z małp na większość ludzkiej populacji, a mimo całej fascynacji kulturą Afryki nie chciało nam się aż tak głęboko w tę kulturę wchodzić. W gierki słowne też nie mieliśmy zamiaru się już bawić. W końcu byliśmy zajęci. Czekaliśmy na gorącą herbatę, bo późny wieczór na dwóch tysiącach metrów robił się zaskakująco chłodny. Tak więc na wszystkie pytania - łącznie z: -Do you want to fuck me? Twenty dollars only - odpowiadaliśmy uprzejmym i z angielskim flegmatycznym akcentem -No, thank you...


Afrykańskie koleżanki próbowały jeszcze wsunąć się na parę kolan, ale wobec naszego totalnego braku zaangażowania tym tematem szybko to sobie odpuściły. Byliśmy jak wzorowi mężowie z piwem w fotelu przed TV z Ligą Mistrzów na ekranie. Tak wyglądał bezpieczny sex po afrykańsku ...  A z moich barowych obserwacji wynikało, że tamtejsze transmisje z meczów piłki nożnej również cieszyły się ogromnym męskim zainteresowaniem... Może stąd było tyle wolnych kobiet na ulicy... I nikt im nie chciał dać zarobić.


Dziwki odpłynęły, gdy usiedliśmy do kolacji. Wszystkie. I noc minęła spokojnie. No, może nie tak do końca, bo co chwilę budziłem się nasłuchując czy nie brzęczy mi nad uchem jakiś komar z powodu braku łóżkowej moskitiery. Stworzyłem sobie jednak wirtualną ochronę. Robiłem to wcześniej każdego wieczoru, jak i wszyscy, którzy malarii nie kochają. Z tym, że tym razem jednak włożyłem w to więcej serca. Wysmarowałem się balsamem przeciwko komarom. Od stóp do głów. Tego wieczoru zainwestowałem w podwójną dawkę. Następnego dnia mieliśmy zjawić się na wysokości trzech tysięcy metrów nad poziomem morza. To samo w sobie było ekscytujące. Zbliżało nas bowiem coraz bardziej do szczytu Kilimandżaro. 


 

Andrzej, 15:42:08 , 2012-02-14

Adres tego miejsca: Nanyuki, Kenia

Galeria fotografii

Kenia-Mount Kenya

Mount Kenya

Komentarze (1) Skomentuj ten wpis

Nick:

Dnia 2012-02-15 ( 12:34:58 ) Johhny napisał:

Nie skorzystać z takiej okazji to grzech!