Moją pierwszą podróżą do Australii był wyjazd na regaty Sydney-Hobart, w których startowała słynna Łódka Bols…
Ale najpierw napiszę o podróży drugiej. O dziesięciu tysiącach kilometrów w samochodzie wzdłuż wybrzeża Australii.
Do Sydney dotarłem z Warszawy przez Londyn i Hongkong. Samolot wylądował już ciemnym wieczorem. Na ulicach miasta panowało lato. W końcu był styczeń.
Do schroniska dotarliśmy już późnym wieczorem. Tam też po raz pierwszy ujrzałem bardzo oryginalny sposób zostawiania kluczy dla klientów. Nie pod wycieraczką, a w maszynie, takiej jaka zazwyczaj po wrzuceniu monet wydaje napoje i słodycze. Nasz pilot też ujrzał ją chyba po raz pierwszy, bo prosił ją o wydanie kluczy do naszych pokojów przez dobre dwie godziny. W końcu właścicielka hotelu się zlitowała i przyjechała wydać klucze osobiście.
Dzięki temu po 40 godzinach podróży mogliśmy dostać się do naszych pokoi. Ale zanim poszliśmy spać wybraliśmy się na King Cross. W miejsce knajp i rozrywki.

Jedną z rozrywek jaką nam szybko zafundowano był pokaz sztuk walki. Nagle – gdy siedzieliśmy w knajpce przy stoliku przy wystawowej szybie – z jakiejś pobliskiej dyskoteki wyskoczyło na ulicę kilku a potem kilkunastu facetów w wieku późno nastoletnim i wczesno studenckim i zaczęło się okładać po ryju…
Andrzej, 01:09:50 , 2010-11-28
Adres tego miejsca: Sydney, King Cross
Galeria fotografii
King Cross, Sydney, Australia
Highfield Private Hotel, Sydney
Highfield Private Hotel, Sydney
Highfield Private Hotel, Sydney
Komentarze (0)
Jeszcze nie skomentowano tego wpisu