Czekoladowe piękności, które nas obsiadły uśmiechały się, czarowały, a nawet próbowały zbliżyć krzesło do krzesła na tyle, by mocniej zacieśnić więzy przyjaźni polsko-kenijskiej. Ponieważ nie byłem ofertą zainteresowany, bowiem szczepienie przeciw żółtej febrze póki co przynajmniej nie chroni również przed AIDS, a z drugiej strony sytuacja zaczęła stawać się coraz bardziej interesująca, przyjąłem postawę nierozgarniętego turysty, który nie kuma po angielsku i nastawiłem się na odbiór. ... [ więcej ]
Czarnoskóry komar święcąc białkami swoich wielkich murzyńskich oczu zawisł nad moim nosem. -Jambo my friend - rzekł do mnie na powitanie, po czym zaczął powoli acz systematycznie opuszczać się coraz niżej. Wyglądało na to, że ma ochotę usiąść na mojej twarzy. Wielki czarny komar podchodził do lądowania.
Bzyczenie i huk silników lądującej maszyny narastało. Zacząłem odganiać go ręką ale on zręcznie unikał moich ciosów. W tym momencie stewardessa poinformowała, by zapiąć pasy z powodu s... [ więcej ]
Dzień trzeci rozpoczął się od śniadania z omletem... poprzedzonym jednak dużym łykiem ginu o mocy wstrząsów tektonicznych. Poprzedniego dnia podjęliśmy decyzję, że uciekamy z miasta o dobę szybciej niż mieliśmy to w planie. Nie kręcił nas nawet dom Karen Blixen - to wprawdzie już sporo poza Nairobi, ale uznaliśmy, że nie będziemy zaczynać powitania z Afryką od jej "Pożegnania..." Tak więc mieliśmy w końcu poznać nieznane. Nasz pilot - Krzysiek, zwany Chrisem, zakochany po uszy (tylko tak można w... [ więcej ]
Czwartego dnia o poranku gin pity na czczo już tak mocno nie trząchał a i omlet dzięki temu był łatwiejszy do przełknięcia. Organizm przyzwyczajał się do nietypowych sytuacji...
Zapowiadał się ekscytujący dzień. Wyjeżdżaliśmy na safari w głąb Kenii. Nasz dziewiątka rozlokowała się w dwóch terenowych busach. Busy były terenowe, bo jeździły w terenie. To wszystko jeśli chodzi o ich wyposażenie ułatwiające poruszanie się w ekstremalnych warunkach. Prócz nas w każdym pojeździe siedział czarn... [ więcej ]
Próba sfotografowania Masaja bez jego zgody może bardzo łatwo skończyć się przebiciem fotografa masajską włócznią. Lepiej, żeby nie trzeba było się przekonywać, z jaką swobodą Masaj używa broni. I wcale nie chodzi tu o to, że Masaj wierzy, iż fotografia kradnie jego duszę. To akurat Masaj ma w du... szy. Masaj wierzy w kasę.
Na szczęście procedura uzyskiwania zgody na zrobienie Masajowi zdjęcia jest stosunkowo prosta. Najpierw należy uprzejmym i niezbyt gwałtownym gestem pokazać rozmówcy, że ... [ więcej ]
W pewnym momencie jedna z małp wskoczyła do samochodu, którym Amerykanie przyjechali na zwiedzanie Parku Narodowego. W aucie wybuchła panika i rodzinka uciekła na zewnątrz. Atakowana przez złośliwe pawiany schroniła się w drugim samochodzie. Stado małp przejęło terenówkę. Turyści ruszyli po pomoc.
Gdy po paru godzinach powrócili z strażnikiem parku, pawianów już nie było, ale auta w zasadzie też nie. Może jakoś dałoby się jeszcze znieść wybite szyby i totalną demolkę wewnątrz auta ale zapach ... [ więcej ]
Hiena już była - jako pierwsza. Leżała pod krzakiem tuż za bramą do rezerwatu. Potem trafiły się zebry, a wkrótce i bawoły. Wielkie stado bawołów. Dzika wersja krowy, która przez całe swoje afrykańskie życie przeżuwa trawę. Gdyby chociaż ją zapaliła, to może miałaby jakieś fajne odloty. A tak...
Ale może to i dobrze, bo i tak bawoły to najbardziej niebezpieczne zwierzęta w Afryce...! Są kompletnie nieobliczalne. Byle motylek, byle turysta, byle polityk, a nawet byle co może to zwierzę tak zd... [ więcej ]
Przed wieczorem dotarliśmy na camp site. Była to polana otoczona gęstymi drzewami. Rozbiliśmy namioty, które wieźliśmy ze sobą - prócz paru opakowań jajek i wody - z Nairobi. Czarnoskóry zajął się przyrządzaniem kolacji, a my ustawianiem chińskich dwójek i zwiedzaniem toalet i pryszniców.
Przede wszystkim jednak próbowaliśmy odnaleźć się w nowej sytuacji, która po zmierzchu miała wyglądać mniej więcej tak: stado pawianów między namiotami i na drzewach, hieny w krzakach oraz lwy w odległości d... [ więcej ]
W krzakach coś zaszeleściło, wydało cichy pomruk, po czym oczy zgasły. Znikły z pola widzenia. Doszedłem do wniosku, że to dobry pomysł tak zniknąć i uczyniłem to samo. Namiot od razu wydał się o wiele bardziej komfortowy niż zdawał się być wcześniej. I tak noc minęła skoro świt.
Przy śniadaniu, przyrządzonym przez naszego kucharza, towarzyszyły nam małpiatki.
Z radością częstowały się skórkami po mango, którymi to owocami my karmiliśmy się na śniadanie.
Noc była chłodna, ... [ więcej ]
Taka hiena to jednak nie byle co. Te kociaki mają najsilniejsze szczęki pośród ssaków. Kruszą nimi nawet bardzo grube kości, które dostarczają im pożywnego szpiku. Zresztą wystarczy spojrzeć na ten wredny pysk, żeby zauważyć, iż jest w stanie rozkoszować się najgorszym świństwem.
A potem się zaczęło: zebry, pawiany...
... antylopy, sępy, marabuty i dziesięcioosobowe stado żyraf.
Wyglądały cudownie, uroczo i dostojnie.
W końcu dorwaliśmy w gęstym buszu lwicę z małymi lwiąt... [ więcej ]
W wiosce Masajów był sklep z pamiątkami. Wyroby masajskie przez cały rok w promocji. Na tyłach glinianych domków stało sobie kilka straganów, a na nich leżały paciorki, wisiorki, bransoletki, maski i inne przedmioty miejscowej cepelii. Wszystko kolorowe i tanie. Albo drogie. Warunek przy kupnie był jeden. Należało zbijać cenę. Na maksa.
I tak na przykład wpadła nam w oko jakaś maska. Murzyńska. Ładna choć niekoniecznie piękna. Targ wyglądał następująco:
-Łot is de prajs? - zapytywałem w mie... [ więcej ]
Jazda po Serengeti zapierała dech w piersiach. Wzbudzała z ziemi tumany kurzu, którego po paru godzinach podskakiwania na wertepach można było mieć po dziurki w nosie.
Na lunch zatrzymaliśmy się jednak w sielsko-anielskim miejscu. Pod jedynym na sawannie drzewem w promieniu jak okiem sięgnąć.
Pan kucharz zaopatrzył nas w pieczone udko z kurczaka, banany, pomarańczowy soczek, tostowe pieczywo i jajko. Jajko na twardo. Do tego woda, którą każdy woził ze sobą w ilości co najmniej jednej zgrzewki. Wo... [ więcej ]
Na skraju Serengeti i rezerwatu Masai Mara płynie rzeka - Mara River. Przez nią to właśnie od czasu do czasu przeprawiają się setki i tysiące zwierząt w poszukiwaniu lepszej trawy i lepszej pory roku.
Przeszliśmy wzdłuż brzegu około kilometra, ale że szliśmy przez chaszcze, to tym razem towarzyszył nam Strażnik Parku z karabinem niekoniecznie gotowym do strzału. W końcu co "pole" to "pole". Zwłaszcza, że była to popołudniowa pora i słońce waliło już w mózg niemiłosiernie. Komu więc w takic... [ więcej ]
Szóstego dnia, po spożyciu zwyczajowej porcji omletu i przepłukaniu gardła solidnym łykiem gorącego ginu, opuściliśmy gościnną masajską ziemię kierując się w stronę centralnej Kenii.
To miał być dzień bez przygód. Zwyczajny, techniczny przejazd do kolejnego parku narodowego - Lake Nakuru.
Wówczas nie wiedziałem jeszcze, że tylko piętnaście procent dróg w tym kraju pokryte jest asfaltem. A porę, by nie gnić od deszczu, wybraliśmy suchą.
Jeśli gdzieś tam leży asfalt, to dlatego, że... [ więcej ]
Rajd po piaszczystej drodze trwał godzinę. Do dziś nie wiem jak to się stało, że po otrzepaniu i umyciu aparaty fotograficzne nadal działały... W każdym razie spora część ziemskiego areału Kenii znalazła się w moich nozdrzach a koszula, w której przedzierałem się przez piach nigdy już nie doprała się do czysta... Piach wdzierał się przez najmniejsze szczeliny, a i tych większych nie brakowało w samoczynnie odsuwających się okiennych szybach samochodu.
W plecaku miałem chustkę, którą mogłem ... [ więcej ]
Afrykańskie klimaty idealnie imitowały cztery pory roku. Kolejna noc spędzona pod namiotem jasno pokazała, że Afryka na równiku to nie tylko upał, ale i gwałtowne różnice temperatur między dniem a nocą. Może przez to tym bardziej dotkliwe i mrożące w żyłach krew. Nie potrzeba było do tego hieny czy lwa spoglądających centralnie w moje oczy.
Nad ranem temperatura zbliżyła się niebezpiecznie do zera i nie pomógł tu nawet śpiwór uszyty tak, by jeszcze przy minus pięciu stopniach w jego wnętrzu cz... [ więcej ]
Na równiku woda wlana do naczynia stoi nieruchomo. Ta sama woda przeniesiona o kilkanaście metrów w dół lub w górę od równika zaczyna swój wirowy taniec. Takie proste doświadczenie pokazuje w tym miejscu każdemu turyście miejscowa murzynka. Wystarczy wrzucić do naczynia wypełnionego cieczą zapałkę, by zobaczyć, iż kręci się ona ruchem wirowym w jedną bądź też w drugą stronę - w zależności od położenia wobec równika. I jaka to radość i nowe doświadczenie, gdy patrzy się na ekran GPS, któr... [ więcej ]
Tego dnia nasz cel leżał na północ od równika. Było to
jezioro Baringo. Krokodyle, hipopotamy, orły i inne ptaki do wglądu z pokładu
łodzi.
Woda w jeziorze miała konsystencję kawy z mlekiem. Dla tubylców było to woda do picia. Gotowy napój. Bawarka pełna chorobotwórczych bakterii. Nic więc dziwnego, że średnia długość życia w Kenii to 47 lat...
... [ więcej ]
Po romantycznej wycieczce po jeziorze Baringo wyszliśmy na ląd suchą stopą. Natychmiast obległy nas miejscowe dzieci...
Wieczór spędziliśmy na kluczeniu między domkami pobliskiej
wioski w poszukiwaniu świeżych ryb, by uaktualnić i odmienić nasze menu.
Zaczynaliśmy mieć dość posiłków, do przygotowania których używa się głównie
jajek. Kolację zjedliśmy w miejscowym pubie, czyli w budzie, do której
wstawiono kiedyś kilka stolików i bilardowy stół a bufet - jak wszędzie w
tamtym rejoni... [ więcej ]
Ósmego dnia po omlecie z jajek poszliśmy zaczerpnąć
wiejskiego powietrza. Obstąpiły nas dzieci (czemu nie były w szkole?) proszące
nie o pieniądze, a o długopisy. Radość z pisania w afrykańskim kraju może
okazać się wielka. Zwłaszcza w wiosce, w której nawet orły zawracają... Wakacje nad Lake Baringo dobiegały końca. Plaży nie było, piasku tym bardziej,
woda stanowiła jedno wielkie składowisko sepsy... Cóż nam było tam robić.
Ruszyliśmy więc w stronę Parku Narodowego Aberdare. Niewiele... [ więcej ]
Im bliżej było gór Aberdare, tym bardziej nasi
murzyńscy kierowcy twierdzili, że w górach czeka na nas tylko potop. Horyzont
faktycznie zasnuty był chmurami a wierzchołki ginęły wręcz w czerni. Z CiBi
Radia płynęły hiobowe wieści jak rwący potok wypełniający doliny po brzegi.
Obozowisko zdawało się rozpuszczać, a drogi rozjeżdżać na boki. Parkowy Ranger poprzez parkowe radio na falach parkowych nadawał, iż w ulewę
wjazd zostaje zamknięty. Zapadła więc decyzja. Odpuszczamy dziś Aberdare i
... [ więcej ]
Po wejściu do hotelowej recepcji od razu wpadła nam w ucho dyskotekowa muzyka. Zajrzeliśmy więc na salę. Za barem kręcił się barman. Nie było w tym zaskoczenia. Muzykę serwował didżej. I ten również zajmował typowe miejsce. To było jednak wszystko jeśli chodzi o mężczyzn. Pozostałe wnętrze wypełniały Czarne Murzyńskie Czekoladowe Dziwki... Było ich ze trzydzieści. Dziwki. Hot Thirty. 
Dyskotekowy półmrok sprawiał, że trudno było wyraźnie określić granic... [ więcej ] Ostatnie komentarze
~Johhny, 12:34 , 2012-02-15
Nie skorzystać z takiej okazji to grzech! ...
~Chris, 8:00 , 2012-01-28
Byłem w tych rejonach nie raz i stwierdzam: ten pokój to faktycznie full wypas! ...
~Andrzej, 12:41 , 2011-12-04
Droga na Kilimanjaro tego dnia wiodła przez Lake Baringo... ...
~Zdobywca Kili, 12:22 , 2011-10-02
Ostatnio szukane
Losowe zdjęcia